St(r)ach pierworódki: „Taki mamy klimat”- czyli ciekawe czy każda matka na początku po 10 razy liczy palce swego potomka?

Stało się. Zmatkowałam się po 30-stce, rzecz by można wiek rozsądny i brdziej skłonny do przemyśleń niż histerii. Nic bardziej błędnego. Dziwne odkryć, że hormony  i odpowiedzialność, jaka rodzi się w sercu wraz z pojawieniem się w twoim życiu dziecka robi ci z mózgu kisiel…

20150318_102807

Stach pojawił się na świecie po 25h  naszej walki i słowach umyślnego :”no jednak trzeba ciąć”. Ja 100%-towa zwolenniczka porodu naturalnego po upływie tylu godzin chciałam ozłocić lekarza, nosić go na rękach i bić dozgonnie pokłony. Wyjęli go sprawnie  i pierwsze co usłyszałam na sali to :”ale ma klejnoty rodowe”. Trudno mi w to uwierzyć, że jeszcze wtedy myślałam ,a w dodatku do głowy przyszła mi myśl, że mój M. będzie dumny! Chwilę później Staś wylądował na moim brzuchu…i się zaczęło.
Pojawienie się młodego sterroryzowało moje myśli i proces produkcji pod czaszką kisielu ruszył pełną parą.
Przyglądałam się temu wymoczonemu stworkowi i „macnęłam”, czy nogi są dwie. Zdążyłam mu coś szepnąć do ucha o miłości mojej i jego stwórcy po czym ukradli dziecia. Z relacji M. jechali głównym korytarzem z zamysłem – niech se ojciec też obejrzy co zmajstrował.

20150121_125138Wtedy rozpoczął się podział komórkowy mojego st(r)achu, bo jak każda matka, aby skomplikować sobie życie musiałam stworzyć absurdalne podkategorie. Pierwszą oczywistą jest CZY DAM RADĘ? Cokolwiek to znaczy prawie każdej z nas na początku huczy to w głowie. Na nic pełna świadomość,   że w Afryce bez kasy i pampersów chowają się cudowne dzieci, co to o studiach słyszeć nie będą… Tu w centralnej Europie to na bank będę ja- matka Polka- co to jej właśnie się noga podwinęła. Jak przywieźli mi Skubańca to zaczął się st(r)ach arytmetyczny, co śmieszne głownie dotyczący kończyn. Pierdyliad razy liczyłam paluszki u rąk i nóg… Później wkroczyła obawa terytorialna  -        nie ilość tylko miejsce. Pewnie, że żadne dziecko nie ma ucha na środku czoła, ale dlaczego tego na wszelki wypadek nie sprawdzić? Jakby nie mówił, to niesamowite dość, że w brzuchu tak niedoskonałym (szczególnie po ciąży) powstał tak doskonały Staś…Dopatrzyłam się nawet miliona zalet…takich jak rzęsy jak zasłonki, czy wcześniej wspomniane klejnoty. W końcu Syn! W każdym razie mój Wymoczek wyszedł elegancko. Jak odpuściłam…to pojawiła się obawa jak To to wziąć na ręce.20150129_143119 Ten lęk przegoniła lekarka wpadając po 2 h do sali i żądając, abym rozebrała pierworodnego do rosołu, celem weryfikacji modelu. W mojej głowie pojawiła się wizja powyłamywanych stawów i mini gipsu…Poszło nawet sprawnie  i obyło się bez kontuzji. Pojawiła się trauma laktacyjna i pytanie: czy uda się wyprodukować pokarm w celu stworzenia cycoholika.

Jak znaleźliśmy się w domu to nasze st(r)achy nadal były bardzo przyziemne. Pojawił się jeden z gÓwniejszych: „KUPA”. Czy jest, jaka jest, ile jej jest, w jakiej konsystencji, czy każdy bąk jest zwiastunem tornada i dlaczego dzieć wygina się w trzepadełku (czyt.leżaczek) przed finałem…? Nigdy nie sądziłam, że tak gówniany temat będzie jednym z najbliższych memu sercu.

pierwsza kąpiel w domu

Kolejna palpitacja pompki miała miejsce w związku z pierwszą kąpielą. Na szczęście tatuś ogarnął sytuację, bo znając mnie podczas pierwszych czynności higieniczno-wodnych ze strachu sama utopiłabym się w wanience.

 Na szczęście palma, która mi odbiła nie ogarnęła wszystkich części mózgu. I tak, odwiedzający nas goście bez problemu po 3 tygodniach mogli przekroczyć nasz próg, a nawet wziąć juniora na ręce :) (Chociaż na zewnątrz wyglądało to normalnie).

Razem z pierwszymi wizytami zbiegł się termin pierwszych spacerów. Boszzzzz com ja przeżyła! Generalnie z boku można mieć niezły ubaw. Chociaż są i plusy- chudnę… Otóż ze Stachem i Stwórcą mieszkamy w bloku na 3 piętrze. Zabawa z wychodzeniem polega na skrupulatnych działaniach podjętych według następującego planu:

1.Ubierz sprawnie dziecia i zainstaluj w łóżeczku

2. Otwórz okno

3. Galopuj ruchem jednostajnym do piwnicy celem wyciągnięcia pojzadu

4.Wytaszcz karetę (157cm wzrostu i aktualnie 52kg wagi kontra potwór na 4 kółkach) i dla higieny zdrowia psychicznego zapnij do poręczy rowerowym „trzymaczem”

5.Sprint na 3 piętro po 5,5kg (waga akatualna)szczęścia

6.Zniesienie nieświadomego poświęcenia Stasia i instalacja w pojeździe

20150213_110658

7.Relaks w podróży po Kansas…

Notabene pierwsze pogody były takie, że wyglądałam jak z dzieckiem Rosemary – światło dzienne przebijało się przez bezkres pieluchy. Droga powrotna 6-1 analogicznie. Wprost uwielbiam proces przygotowań :/ Normalnie tryskam energią na samą myśl. Świadomość, że Stach i ja lubimy spacery oraz niewątpliwy dobroczynny wpływ na głównego zainteresowanego, potrafią delikatnie osłodzić gorycz maratonów schodowo-ciężarowych.

20150305_174940

Piasać można bez końca…Pierwsza podróż jaką odbyliśmy ze Stachem samodzielnie bez M. też była st(r)achem zdominowana. Najpierw szkolenie z fotelika. Później podróż – o dziwo styl mojej jazdy diametralnie złagodniał ;). Kiedy dotarliśmy do cioci Kasi nastapiły 2 h relaksu dla matki i Stacha. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie odwaliła czegoś na koniec. „Stres zapomniał” telefonu i kocyka, które to na następny dzień ojciec dzielnie odebrał podśmiechując się z nieprzytomności rodzicielki.

Jedne strachy mijają, a na ich miejsce non stop pojawiają się nowe. Pogodziłam się, że już tak zostanie. I chociaż w moim życiu pojawił się na stałe dziwny niepokój, nigdy w życiu nie zamieniłabym tego uczucia na inne. Dzięki mój ST(r)ACHU :*