Koty i karpie, czyli czy pojawienie się dziecka zmienia relacje ze zwierzętami?

Nasza 3 osobowa rodzinka w zasadzie jest nieco większa. Gdyby policzyć wszystkie istnienia byłoby nas co najmniej kilkanaście. Liczebny prym wiodą rybki- przekleństwo me. Zupełnie inne podejście mam do dwójki pozostałych lokatorów. 11 kg szczęścia pokrytego rudo-białą sierścią, czyli nasze dwa koty.

Haszysz, bo tak na imię większemu ze zwierzaków, to stwór pozbawiony zarówno kocich odruchów, jak i agresji.
10389514_655429447870223_7265341756086642277_n Za to ma nadwagę i pysk tęskniący za rozumem. Często trajektoria jego lotu nie jest zgodna z założeniami i zamiast wylądować na stole trafia obok. Spadanie na 4 łapy też nie jest jego najmocniejszą stroną. Ten 9 letni uszasty, co to kotem jest tylko z nazwy, nie umie ani prychać, ani drapać. Jest zatem podróbką zwinnego zwierzęcia, któremu w dodatku wydaje się, że jest człowiekiem. Nieustająco włączony traktor świadczy o jego miłości do świata i jest odzwierciedleniem podejścia, które ja nazywam „guma luźna”.
aLucjan, który imię dostał po moim ulubionym lektorze Lucjanie Szołajskim, po bliższym poznaniu zyskał przydomek Lucyfer. I tu nazwa jest adekwatna do sytuacji. Robaki w d…ie , nieskoordynowane ruchy i nieprzewidywalność to kwintesencja opisu owego zwierza, co wygląda jak mniejszy klon starszego kolegi. Żeby było śmieszniej wydaje mu się, że jest psem – z radością aportuje i warczy. W dodatku ubzdurał sobie, że Haszysz jest jego mamą. Wyżej wspomniany oczywiście ma to w nosie i często daje się namówić na czysto macierzyńskie zagrania. Do takich należy ssanie mleka (obaj są samcami, zatem czynność ma raczej wyimaginowane skutki dla obu). Najważniejsze, że sprawia im to przyjemność.

Największą fanką kotów jestem ja. Za to mój M. notorycznie jest doprowadzany przez nie do białej gorączki. Nie oznacza to, że zwierzów nie lubi… Owszem dogadują się nieźle,a rytuał miziania jest kontynuowany z zasługującą na pochwałę systematycznością. „Sierść” za nim przepada. Problemem tylko jest uświadomienie Lubemu, że kot to nie pies i do końca słuchać się nie będzie.

Kiedy Staś zamieszkał w moim brzuchu na M. padł blady cień, który rzucał nań nowy obowiązek – sprzątanie kuwety. Jak powszechnie wiadomo koty mogą roznosić toksoplazmozę, chorobę bardzo niebezpieczną dla ciężarnych. Źródłem jej są odchody. Mina mojego Chłopa bezcenna, kiedy uświadomił sobie, że to on będzie przez 9 miesięcy sprzątał cyt.”sralnię kotów”. Nie mogę złego słowa powiedzieć…mimo, że częstotliwość wymiany żwirku znacząco osłabła, M. dzielnie i wzorowo wypełniał swoje obowiązki dziadka klozetowego.

Nieustannym problemem w naszym domu jest sierść. Podwójna dawka, którą serwują nam mruczki, może wyprowadzić z równowagi, szczególnie na wiosnę, kiedy nasze lwy zrzucają zimowe futra. M. rozwiązania szukał, szukał i znalazł – szczotkę zła : FURMINATOR. Owszem kojarzy się z terminatorem i śmiem twierdzić, że ma podobną moc sprawczą. Z kotów za jednym razem można wyczesać małą owieczkę. Czynność trza powtarzać co 2-3 dni, bo sierść w cudowny sposób się mnoży i odrasta – syzyfowa praca. Ta walka z wiatrakami teraz przynajmniej choć trochę jest celowa, kiedy Staś już jest na świecie i ładuje do buzi paluchy. Niebawem będzie pakował do ust wszystko co się napatoczy i mam świadomość, że niestety może to być również kot.

Nasze zwierzaki zawsze zajmowały istotne miejsce w naszym życiu. Były i są miziane, karmione kocimi kabanosami i 20150406_164724kochane bardzo, mimo niejednokrotnej destrojki jaką zrobiły w chałupie. Jednak pojawienie się dziecka wywróciło ich świat do góry nogami. Rewolucjonistą wprowadzającym zmiany był mój M., który ku powszechnemu zdziwieniu zaczął z powodzeniem je tresować. I tak kiedy mały siedzi w trzepadełku (czyt.leżaczek) lub na kocyku wyleguje się na kanapie, żadna sierść nie zbliży się na odległość metra. O wskakiwaniu nań już dawno zapomniały. Dziwne jest to, że jakimś cudem udało mu się osiągnąć bariery terytorialne. Pomimo otwartych drzwi nie przekraczają progu pokoju dziecięcego (na początku Lucjan fetyszysta notorycznie zakradał się tam i kradł skarpetki Stacha). Podobnie jest z sypialnią.

Żeby nie było, że po pojawieniu się pierworodnego w domu były siane tylko terror i spustoszenie, pan kupił kotom plac zabaw. Lucjan zadowolony korzysta śpiąc na najwyższych kondygnacjach i wylegując się w budce. Haszysz jak zwykle mając wszystko w lekkim poważaniu pozostał wierny tradycji- okupuje fotel pana. Właściciel zwierzyńca zainwestował również w zabawkę. Zakupił laser dzięki któremu dowiedziałam się, że Lucek ma w sobie domieszkę małpy i potrafi skakać po ścianach, a nawet niemal walić głową o sufit (zderzenia ze ścianami i meblami są w stałym repertuarze jego występów). Przysługa ze światełkiem okazała się niedźwiedzią dla Hasza, bo pierdołowaty kot boi się go jak ognia. Raz na jakiś czas następuje dzień kota,a właściwie noc. Kiedy zdarza się, że M. wyjeżdża w trasę o nieludzkiej porze np. o 2 nad ranem, śpi w „salonie”. Wtedy oba miauczki tulą się do pana całą noc,a rano dom emanuje wzmożoną radością i mruczeniem  XXL.

Dodatkowym nowo zaistniałym faktem jest rozwijający się instynkt macierzyński starszego zwierza. Kiedy Stachu zaczyna płakać, a ja np. jestem w kuchni, Hasz siada w progu i miauczy drąc się jak stare prześcieradło do momentu, gdy nie zajmę się młodym. Normalnie kocia mama! Lucjan natomiast co rano odkrywa w sobie marynarza wymuszając, żeby wpuścić go do łazienki celem wytaplania się w bieżącej wodzie.

Nasze „karpie”i to biznes mojego M. Ja w tej materii jestem wiernym widzem, bo wrażenia optyczne bezcenne. Niestety coś w mojej krzywej głowie boi się martwych ryb. Zatem gdybyście kiedyś nie chcieli mnie np. w swoim mieszkaniu, wystarczy położyć martwego fisha  na wycieraczce. Na szczęście nigdy nie zadarłam z mafią, bo gazeta z rybią, pozbawioną życia wkładką, z pewnością wywołałaby u mnie zawał. Stachu podziela zainteresowania tatusia i potrafi wpatrywać się w karpie dłłłuuugimi minutami. Czasami jest to niezastąpiony uspokajacz dziecia. Dodatkowo okazało się, że akwarium pełni rolę podgrzewanej leżan20150406_190948ki dla rudzielców.

I tak jak ryby z pojawieniem się naszego syna zyskały jedynie kolejnego widza, tak koty zostały spacyfikowane w swoich poglądach i zachowaniach. Tulenie ma miejsce porą wieczorową, kiedy młody śpi i kłaki, które z niekłamaną przyjemnością wcierają w nas, nie są już zagrożeniem dla pierworodnego. W  ciągu dnia bowiem trzeba na rękach nieraz szefa nosić. I jeśli ktoś opowiada mi teraz, że pozbył się z domu zwierzaków ze względu na niemowlaka, sierść, zazdrość i brak zasad – zupełnie tego nie rozumiem. Moje serce matczyne walcząc z rozsądkiem uparło się, aby te dwa światy pogodzić. Okazało się, że w domu  mam nie tylko cudne zwierzęta, ale również utalentowanego tresera dzikich stworzeń. Dla chcącego nic trudnego.

10397840_659000080846493_4242350810264348461_n

I chociaż tata kilka razy w tygodniu obiecuje Stasiowi, że jak podrośnie to kupią sobie psa, żeby zjadł koty, ICH NIEDOCZEKANIE! W razie czego plan jest taki, żeby nauczyć go miauczeć…, może nie zauważy że jest psem i zleje się z otoczeniem.