Kisiel z mózgu, czyli rodzicielka przed telewizorem na urlopie macierzyńskim.

Dzisiaj coś na temat tego, jak grające pudło robi nam z mózgu kisiel, budyń bądź mizerię. Co kto woli. Człek nieświadomy wpływu jaki ma na niego telewizor, budzi się z przysłowiową ręką w nocniku, a wtedy na odsiecz jest już za późno.
Zacznę od tego, że zanim poznałam mojego M., prawie 3 lata mieszkałam w asyście naszej rudej, miauczącej sierści . Na wyposażeniu wówczas telewizora nie było. Chociaż zaraz, skłamczyłam… Ktoś tam kiedyś w obawie o stan mojej rozrywki podarował mi mały telewizorek, ale robił on jedynie za nieużywany mebel. Tak więc kiedy miłość zaprowadziła mnie do Kansas, odkrył się przede mną dawno nie odwiedzany świat telewizji, oglądanej w 42 calowym okienku. Na początku zupełny brak zainteresowania względem programów, przeplatał się z moim notorycznym :”ścisz to, bo wyje”. Czas ten był niewspółmiernie krótki do owych 3 lat posuchy i wkrótce ponownie stałam się oglądaczem.

Mój etat widza ruszył pełną parą wraz z pojawieniem się na świece mojego pierworodnego. Zabierasz dziecia ze szpitala do domu i zostajecie w trójkę: ty, on i telewizor. Rozpoczyna się urlop macierzyński. Czas dla ciebie i dziecka. Oczywiście wmawiasz sobie, że  TV jest ok, bo dziecko nie jest chowane w ciszy i nie będzie reagować paniką na każde stuknięcie. Prawda jest taka, że magiczne pudło niesie ze sobą wirusa, który powolutku zżera pozostałości twoich komórek mózgowych.
Okazuje się, że ramówka poszczególnych stacji jest do siebie bardzo podobna. Ja dzień zaczynam zawsze programem śniadaniowym. Kto nie ma okazji oglądać na bieżąco, nawet nie spodziewa się, co może być tematyką porannych rozmów. Od latających myszo-wiewiórek, po ploty związane z show biznesem, przez kącik medyczny (oparty w dużej mierze na choróbskach), a to wszystko okraszone przepisem na zdrową zasmażkę… Jednym słowem cyrk. Na zawsze w mej głowie zostanie jeden obraz – mojego ulubionego prowadzącego, gigantycznego pana Marcina P. Otóż  podczas jednego z poranków z blenderem w ręku miksował  (na kształt ubijania) jarmuż, śpiewając przy tym : „My słowianki wiemy jak użyć mowy ciała”.  Wrażenie bezcenne.
To co w późniejszych godzinach dzieje się w telewizorni, przechodzi ludzkie pojęcie. Tu zrozumieją mnie matki na urlopie, albo emeryci. Chociaż tej drugiej grupie to chyba całkiem pasuje. Mam świadomość, że programy tworzone są pod widza i oglądalność. Zatem wysnuwając najprostsze wnioski przeciętny widz w naszym kraju, jara się tematyką szpitalną, szkolną, albo jak podpierdzielić sąsiada. Ewentualnie dowiaduje się, jak absurdalną sprawą może obarczyć sądownictwo  naszego kraju i dostaje wytyczne jak postępować w przypadku rozwodu lub zabójstwa. Dodatkowo otrzymuje przekaz, że świadkiem w sprawie może być ameba. Ręce zupełnie mi opadły, gdy w jednym serialu o szkole, dzieci zaczęli leczyć lekarze z serialu o szpitalu. Czekałam tylko czy nie skierują sprawy do znajomego sądu. Grunt to organizacja :) . To co już zupełnie wytrąca mnie ze zdrowego myślenia to elokwentny lektor, na11064751_803504896396010_3508769746912649326_n bieżąco komentujący poczynania bohaterów owych ukrytych prawd i innego spektaklu wyższych lotów… I tak np. słyszymy: „Julka chce zaciągnąć tatę koleżanki do łóżka. Jest pewna, że ten będzie w zamian kupował jej drogie prezenty.” Innymi kwiatkami raczą nas w podpisach u tzw. dołu ekranu. Tu moim ulubionym uchwyconym jest „ma ojca palanta”.  Kolejnym rodzajem są programy kulinarne gdzie np. nerwowa  rozczochrana kobieta drze się i wyzywa wszystkich, a oni jeszcze się z tego cieszą. Jednak czymś dla mnie zupełnie niezrozumiałym, jest pasmo poświęcone sprzątaniu. Ile trzeba mieć odwagi, albo idiotyzmu w sobie, żeby pokazywać swój bałagan na kółkach przed całą Polską? W dodatku mam wrażenie, że niektórzy pracowali na niego latami, tylko po to, aby pokazać się w pudełku. Tematem rzeka jest słynny talk show, którego rozmówcy powodują, że ręce i cycki już dawno mi opadły…

Nadchodzi taki dzień, kiedy decydujesz, że tego to już za dużo i szukasz czegoś neutralnego. Mnie pierwsza do głowy przyszła muzyka. Zatem ciach i jestem na kanale muzycznym. I tu też niespodzianka: 3 piosenki, 8 minut reklam i tak w nieskończoność. A skoro jestem już w temacie spotów polecających, to muszę wspomnieć o tym, że pod wpływem telewizji  Stach ma nową, ulubioną piosenkę, przy której notorycznie się chichra. Otóż matka chodzi po chałupie śpiewając: „Old spice, to sprawił ten spray. Jeden psik i mój syn jest ciachem, ze hej. Old spice!”. Dzieć cieszy się w niebogłosy, a ja uzależniłam się od tej pięknej, cieszącej ucho kompozycji. W końcu cierpliwość nie pozwoliła mi na słuchanie pasma reklam przeplatanego muzyką i próbowałam się przełączyć na programy dla dzieci. Tu pierwszego dnia pokonały mnie Teletubisie. I skoro wiem, że ponoć ta bajka czyni cuda, to mam świadomość, że prędzej, czy później będę na nią skazana. Jednak jeszcze teraz nie dam rady. Mój mózg jest za słaby… Z natury odpadły wszelkie kiedyś namiętnie oglądane przez mnie programy o mordercach i przestępstwach. Pojawiła się obawa, że Stach się nasłucha. Od razu człek ma pewność, że pod ich wpływem, wychowa gangstera, psychopatę, albo polityka…Na to też nie jestem gotowa. Przerzuciłam się więc na kanały przyrodnicze. Oczywiście też musiałam skakać między zwierzątkami, bo nie lubię jak się zjadają na wizji, a ta tematyka jest bliska tym stacjom. Na dłuższą metę to i milusińscy mogą się znudzić. Sport tykam jedynie w obecności M. oglądając (nie bez przyjemności) jakiś meczyk od czasu do czasu.

Zatem przychodzi ten sądny moment w połowie poranka, kiedy mówisz sobie dość i używasz przycisku off. Łapiesz się za dobrą książkę i wiesz, że to był najlepszy wybór…I tkwisz ze swoim zadowoleniem przez jakieś 5 minut. Z twojego Eldorado szybko wyrywa cię dziecko, co to komunikuje dość znacząco kupę w pampersie, albo brak zainteresowania.

I tak odpada cię świadomość, że czytając nie zmienisz pieluchy, nie pobawisz się z dzieckiem, nie weźmiesz go na ręce. Podobnie jest podczas sprzątania i mieszania w garze – też nie łykniesz rozdziału. Jedynie w czasie krótkiego snu potomka, możesz pokonać jedynie kilka cennych akapitów. I trafia cię szlag, bo wiesz już, że za moment pudło wróci do łask. I koło się zatacza począwszy od telewizji śniadaniowej. Wszystko podane jak na dłoni, z dozą dreszczyku i emocji, a w dodatku absolutnie zwalnia z myślenia. Wstyd się przyznać, ale dalej jednym okiem zaczynasz katować całe to towarzystwo. A kiedy ktoś spyta, czy oglądasz tę mózgo-papkę, twardo zaprzeczasz, aby nie zrobić z siebie kretyna. I jak tu nie zwariować? Chyba dla równowagi od czasu do czasu, po nocach, czytać książki pod kołdrą…

Poleć dalej :) Jeśli chcesz pomóc Stachowi w kupieniu paczki pampków klikaj reklamy :)