20140722_203723

Marzenie bycia mamą, czyli miłość spełniona.

W moim przypadku nigdy nie było odpowiedniego momentu „na dziecko”. Najpierw pilnowałam się panicznie się, bo nie chciałam wpaść w obawie przed urwaniem głowy przez rodziców. Później, na studiach kiedy życie było jedną, wielką imprezą, szkoda  było rezygnować z zaproszenia na taki bankiet. Kolejny etap to praca zawodowa, gdzie boisz się zawieść szefa i zaciążyć w pierwszych latach po podpisaniu umowy. Innym faktem jest to, że żadnego z moich poprzednich partnerów nigdy nie postrzegałam, jako taty mojego dziecka. Zawsze twierdziłam, że ojcem, to może zostać każdy, ale bycie tatą, to już wyższa szkoła jazdy. Zupełnie inaczej jeśli Bąbelek jest nieplanowany i stajesz przed faktem dokonanym – jesteś mamą, radź sobie.

Historia Stacha zaczyna się od tego, że pojawił się M., a z nim pewność, że to ten, co go szukałam całe życie. W dodatku ewidentny 20140517_102241tata – odpowiedź z niebios na moją wściekliznę macicy, co to po 31 roku życia, nieco zaczęła dawać o sobie znać. Kiedy już zmontowaliśmy fasolkę i dotarło do nas, że będziemy rodzicami, każde z nas na swój sposób starało się przygotować na pojawienie syna. M. jak typowy samiec, zajął się remontem, aby przygotować lepsze życie dla potomka. Ja utonęłam w ubrankach i gadżetach dla młodego.
W momencie, kiedy pojawia się nowy człowiek, robisz się bardzo elastyczny. Twój świat staje się podporządkowany niemowlęciu. Odkrywasz w sobie pokłady kreatywności. I tak sprawy techniczne spoczęły na barkach taty. Mam tu na myśli skręcanie łóżeczka, Montowanie osprzętu, czy przerabianie baldachimu, po to, aby był kompatybilny w wyrkiem. U mnie pojawiły się talenty muzyczne i oratorskie. Dodatkowo możecie poczytać moje wypociny. No tak… Pisanie bloga – coś, na co bym nie wpadła, gdyby nie Stachu.
Z tego miejsca muszę zaznaczyć, że nie ma czynności, które są w stanie przygotować na pojawienie się malucha w domu. Mimo, że pewne czynności wykonywałaś już setki razy np. u rodzeństwa, albo córki kuzynki, to w przypadku własnego dziecka, wszystko jest nowe. Zaskakujące jest to, że natura tak nas stworzyła, że matczyne serce, ogrania rozum. Prowadzi cię jak po sznurku i nie wiadomo skąd masz pewność, że robisz dobrze. Umyślni nazwali to kiedyś instynktem macierzyńskim. Mimo, że wszystko nie jest już takie jak do tej pory, to jest „lepsze inaczej”. Już nie wyobrażasz sobie jak to było, jak Go nie było. Cieszy cię każdy uśmiech, grymas. Radujesz się na fakt zrobienia kupy, czy nowo wypowiedzianej samogłoski. Oglądasz mix DNA, który stał się całym światem, a jednocześnie punktem zwrotnym w twoim życiu. Teraz wiesz, że zrobisz wszystko, aby zapewnić mu bezpieczeństwo i dobry start. Zarzekasz się, że nie popełnisz błędów swoich rodziców.
iOstatnio myślałam o tym, jak to przestałam wierzyć, że zostanę mamą. Sądziłam, że jest za późno, a mój czas przegapiłam. Zdałam sobie sprawę, że mogło mnie ominąć najważniejsze z doświadczeń miłości. Tak bezinteresownej, prawdziwej i jedynej w swoim rodzaju. Zaczęłam grzebać w pudłach przeszłości, kiedy też byłam szczęśliwa. I tak wpadły mi w ręce papierki z okresu studiów (kiedy człowiek był piękny i młody) na pedagogice. Na jednych zajęciach, poświęconych literaturze dziecięcej, aby dostać zaliczenie należało napisać bajkę lub wiersz. Właśnie ta praca wpadła mi w ręce. Jakie było moje zdziwienie, gdy przypomniałam sobie nadany przez mnie przed laty tytuł. Przeczytałam strofy i wiedziałam, że już wtedy pisałam te słowa z perspektywy mojego największego marzenia – bycia mamą. Kto wie, może niedługo już, nie na polecenie pani profesor, ale dla własnego syna sklecę parę rymów. Napiszę coś specjalnie dla niego. Niech wie, że jest moim największym Skarbem, a jak dorośnie to zamiast Brzechwy będzie cytował matkę. A co!

„Strach”
Leżę w łóżku, jest już późno,
bo jest pora spania.
Za chwileczkę, w mym pokoju
Zgasi światło mama.
Pstryk! I ciemno się zrobiło…

Co ja teraz zrobię?
Coś mi w ścianach szura, zgrzyta,
hałasuje, skrobie…
Lepiej schowam się pod kołdrę,
przed strasznym potworem.
Może ten sposób podziała
i odpędzi zmorę?
Leżę pod moją kołderką,
bacznie nasłuchuję.

Już wiem- to nie potwór
hałas powoduje!
I nie w ścianach te hałasy,
tylko pod mym łóżkiem.
Już wychodzę spod kołderki,
przesuwam poduszkę.
i pod łóżko swe zaglądam,
do zabawy skory.
To mój robot hałasuje,
nie straszne potwory!

Poleć dalej :) Klikaj na reklamy na głównej stronie bloga, jeśli chcesz dołożyć się do pampersów dla St(r)acha.