Samotność we dwójkę.

Kiedy pojawia się w życiu pary mały człowiek, już wiesz, że nigdy nie będziesz sam. Bez względu jak potoczy się twoje życie, świat w swej łaskawości obdarzył cię miłością spełnioną – dzieckiem. Od teraz nie opuszcza rodzica świadomość odpowiedzialności i przywiązania, które w pełni rozumieją tylko ci, którzy dorobili się własnego potomstwa.

Mimo to, ten pierwszy rodzaj miłości, z której nota bene powstał twój Skarb, nadal odgrywa olbrzymią rolę w twoim życiu. Przynajmniej tak jest w moim przypadku.

W tej chwili, kiedy po zamieszaniu w garze obiadu i ogarnięciu mieszkania mam moment na refleksję i odpoczynek. Uśmiech wcale nie ciśnie mi się na usta. Jak to jest, że ten cały urlop macierzyński nie może być we dwójkę?!

Przecież Stach rozwija się z prędkością światła…I co jeśli wszystkiego nie sfotografuję, nie nagram, nie zapamiętam, albo zapomnę opowiedzieć? Kto jest bardziej poszkodowany: tata, który nie jest stałym świadkiem wszystkich wydarzeń, czy ja, która wszystko sama muszę ogarnąć? Tatę często omija cenny czas, w tym ten najważniejszy jego kawałek – niespodzianki rozwojowe, jakie każdego dnia serwuje Giguś na bufecie swojego krótkiego życia.

W ciągu dnia spacerujemy sobie w duecie ze Stachem i zawsze dzwonimy do M., żeby zdać relację pogodowo-sytuacyjną. W zasadzie, to od rana najczęściej czuję się samotna. Wiem, że zawsze mogę liczyć na rozmowę telefoniczną (zazwyczaj z jedną z dwóch ciotek), ale to by było na tyle. Realnych kontaktów z dorosłymi brak.

Teraz kiedy Giguś drzemie u siebie w pokoju, a ja stukam w literki klawiatury, też czuję się trochę opuszczona. Taki nastrój nawiedza mnie raz na jakiś czas, skrupulatnie psując popołudnia.

Niesiona takimi uczuciami pragnę wygłosić postulat do władzy, zakładający, aby urlop macierzyński jednocześnie należał się tatusiowi. Taki synchroniczny wolny czas ojca, rozwiązałby wszystkie moje problemy. Nie tylko udałoby się podzielić opieką nad Stachem w ciągu dnia, ale byłaby szansa na coś innego…I tu na myśli mam udział faceta w obowiązkach domowych. A skoro do pracy tata by nie chodził, to mógłby przejąć część z tych prac w chałupie, które bez szemrania wykonuję osobiście. O ile fajniejsze byłoby życie :). Rozwiązałby się problemy z samodzielnym wytargiwaniem wózka z piwnicy, czy wnoszeniem do mieszkania na raty dziecka i zakupów. Jednak na takie cuda raczej nie mam co liczyć. Nie jest to opcja tak politycznie atrakcyjna, jak jednomandatowe okręgi wyborcze. No cóż, zostaje tylko pogodzić się z obecną sytuacją.

Wychodzi na to, że niezmiennie będę wnerwiać M. tysiącem telefonów dziennie z pytaniem:” Za ile będziesz?” To rzecz oczywista, że nadal nie będzie to miało wpływu na upływ czasu. Moją upierdliwością przecież nie zagnę czasoprzestrzeni, aby ukochany wcześniej wrócił do domu. Ponoć nie tęsknimy za ludźmi, tylko za cząstką nas samych, którą ze sobą zabierają. W takim razie, na kipie auta M., codziennie jeździ mój mózg. Co najgorsze wraca na swoje miejsce dopiero z kierowcą, co go po całej Polsce woził.

I tak siedzę sobie i włączam tę moją użalandię.pl. Sensu żadnego to nie ma, ale ja często robię rzeczy irracjonalne i całkiem mi z 2015-05-13_11.16.10tym dobrze. Przynajmniej życie nie jest nudne. Zaraz obudzi się dzieć i pobędziemy sobie samotni we dwójkę.

W takich chwilach mam ochotę złapać za kieliszek wina. Nie po to by się upić, ale zdezynfekować wewnętrzne rany. Niestety wykluczone, bo syn pod opieką mą, a w dodatku robię za dystrybutor mleka. Jedyne co mogę zrobić w tym temacie, to wysączyć Karmi, udając, że przynosi zamierzony skutek. Kto wie, może dziś jak M. wróci, a Stachu pójdzie w kimę, zrobimy sobie imprę przy bezalkoholowym: abstynentka matka, z ojcem kierowcą. Jak się rozbujamy to może potrwa to ze 2 godziny. Później bezlitośnie nadciągnie chwila zero, wyznaczającą sen. Szykuje się dziki wieczór…Już się nie mogę doczekać.

Jeśli podoba Ci się tekst, dołącz do nas na FB :)  

https://www.facebook.com/Strrachu?ref=hl

Proszę o udostępnianie ulubionych wpisów. 
Klikaj na reklamy na głównej stronie bloga, jeśli chcesz dołożyć się do pampersów dla St(r)acha.