20150521_100804

Rok temu na kilka dni stanęło mi serce. I już nic nie jest takie samo…

Rok temu, na kilka dni stanęło mi serce. 21 maja już chyba na zawsze zostanie dla mnie przekleństwem i właśnie tej daty będę się bać jak ognia. To właśnie dokładnie 365 dni temu, na kilka dni zabrano mi Stasia. Jeśli nie znacie naszej historii zapraszam do lektury wpisu
http://strachu.blogujaca.pl/2015/04/01/a-mialo-go-nie-byc-czyli-pojawiam-sie-i-znikam-krotka-historia-o-zabijaniu-marzen-i-aniele-strozu/

Dzisiaj wspomnę tylko tyle, że w 2014 roku zostałam wypisana ze szpitala z poronieniem zupełnym. Okazało się, że w brzuchu nadal był lokator, którego na tym blogu opisuję od 2 miesięcy. Ma na imię Staś i ma się dobrze. Błąd lekarzy potrafił znacząco wbić się w moją świadomość i chyba już do końca życia będę ponosić tego konsekwencje.
Od kilku dni w związku ze zbliżającą się datą, do mojego życia wdarł się niepokój. Wczoraj wieczorem strach o dziecko i wspomnienia wróciły, a matczyny instynkt robił rzeczy niedorzeczne. W sumie spałam 2 godziny, wpatrując się w ukochanego synka i rycząc na przemian ze szczęścia i obaw. W końcu ktoś w zeszłym roku rozbił nam serce na miliardy kawałeczków i zabrał to, co mieliśmy najcenniejsze. Na zawsze w mojej głowie pozostanie wspomnienie z korytarza CZMP, gdzie wtulałam się się w mojego M. Oczy pociły nam się, a w mojej głowie było coś na kształt pustki i echa. I to cholerne oczekiwanie na wypis i zastrzyk z przeciw ciałami… A to wszystko w atmosferze szczęśliwych mam w zaawansowanej ciąży, które czekały na poród.
Nie wiem jaka moc popchnęła mnie chwilę później do lekarza i kto tam „na Górze” czuwał nad Stasiem? Jeśli słyszy moje myśli, chcę mu podziękować, że oddał nam nasze szczęście. Cuda się zdarzają, a nasz synek jest tego najlepszym dowodem.
Jednocześnie rok temu coś we mnie pękło. 21-go maja boję panicznie, bo wszystko wraca i mętlik w głowie nie daje za wygraną. Ubiegłoroczną historię z Bąbelkiem nieomal przypłaciłam depresją. Na szczęście jego tata i moje przyjaciółki mocno trzymali rękę na pulsie. To oni postawili mnie do pionu.
Teraz patrzę na śpiącego Stacha i nie umiem opisać tej miłości. Tego nie da się ująć w słowach. I kiedy dociera do mnie nienazwany-8302świadomość, że miało go nie być, a ja mam to na papierze od lekarzy, to zupełnie mnie przerasta. Pilnuję każdego oddechu i grymasu, z nadzieją, że ten dzień jak najszybciej minie. Nie lubię cię 21 maja. I jeszcze nie potrafię przezwyciężyć tych obaw i uczuć, które ze sobą niesiesz.
Wiem jedno. Będę z całych sił chronić nasze dziecko i ufać instynktowi. Wiem, że „piętro wyżej”, Stach ma sprzymierzeńca, który otacza go opieką. Ja zaś pewność, że razem z M. zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby dziecko, które los postanowił w cudowny sposób nam zwrócić, było szczęśliwe i zdrowe. Tak płakaliśmy, że nam Stasia oddali, a teraz nie ma takiej siły sprawczej, która wyrwie nam go z ramion. Miłość potrafi zdziałać niemożliwe. Tylko w moim przypadku, jeszcze nie do końca radzi sobie z datami…W cholerę z tym dniem, niech się już szybko kończy…