Praca, czyli robię to co się lubię i jeszcze mi za to płacą.

Urlop macierzyński. Dla niewtajemniczonych roczny czas laby, a dla każdej matki synonim tyrki nad niemowlęciem. Opieka odbywa się nie bez przyjemności, bo przecież każdego rodzica cieszy wszystko, co wiąże się z prawidłowym rozwojem jego dziecka. A w okresie śuśpieluchowca, ten przebiega z prędkością aut formuły 1.
Nasz kraj jest pełen zagadek prawnych. Jedną z nich jest konstrukcja urlopu, co to się matkom po poczęciu dziecia należy. Okazuje się, że roczny składa się w zasadzie z trzech. Pierwszego macierzyńskiego, drugiego zwanego dodatkowym i trzeciego- rodzicielskiego. Oczywiście nie ma opcji, że przez ten cały okres dostaniesz 100% pensji. No way! Przecież to nie praca. Jeśli matkę interesuje pełna wypłata, to deklaruje się, że niemowlaka zainstaluje u babci, albo w jakimś żłobku i po połowie roku wróci na etat. Stacha taka opcja nie dotyczy, bo matka zdecydowała, że będzie skazany na jej obecność zgodnie z dłuższym wariantem.
I tu pojawia się temat pracy. Z zawodu jestem nauczycielką i pracuję z małymi dziećmi w szkole. Swoją pracę uwielbiam. Zawsze wiedziałam, że wybór kierunku studiów, w moim przypadku nie był loterią. Robię to, co kocham i jeszcze mi za to płacą :) . Od kiedy pamiętam, do pracy zawsze wstaję z przyjemnością. Człowiek, który przebywa w gronie maluchów, uzależnia się od tego kontaktu. To ładuje baterie i daje kopa energetycznego. Każdy dzień jest inny i niesie ze sobą mnóstwo niespodzianek, jakie fundują ci wychowankowie.
Właśnie minął pełny rok, od kiedy ze względu na ciążę opuściłam mury szkoły. Ta od samego początku była zagrożona i nie było 41mowy o powrocie do zawodowych obowiązków. Nic więc dziwnego, że zdążyłam się stęsknić za moimi kochanymi „Szkodnikami” i koleżankami, wśród których zawsze czułam się częścią zespołu. Za kilkoma nawet tak porządnie..Zatem były już co najmniej 2 powody, aby odwiedzić mury mojej SP.
Uzbrojona w podanie o przedłużenie urlopu, razem ze Staśkiem udałam się w podróż do Łodzi. Wiedziałam, że pozna miliard ciotek i kilku wujków. Od razu po przekroczeniu progu, Giguś został wymotany z chusty i na rękach pani Ani obleciał cały pierwszy budynek, będąc oczywiście atrakcją dnia. Zapoznał się z całym personelem od nauczycieli, przez kuchnię, księgowość, a nawet udało mu się zaznajomić z częścią władz. Zadowolony jak zwykle chichrał się do każdego i nie miał nic przeciwko temu, że mama oddaje go w ręce zadowolonych ludzi, których widzi po raz pierwszy na oczy. Kiedy zjawiliśmy się w drugim budynku, dopiero zaczęło być wesoło. To właśnie tam pracuję. Od samego progu witały nas ciotki nauczycielki, panie woźne, dzieciaki i ich rodzice. Mimo, że pojawiliśmy się podczas przerwy, mój synek wyglądał na uszczęśliwionego całym zamieszaniem i hałasem, który go otaczał. Szczęście malowało się w uśmiechu bezzębnych dziąseł. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, uciekliśmy do cioci Bożenki – mojej zmienniczki, która nie mogła już się doczekać najmłodszego kawalera w szkolnej rodzinie. Wręczyła mu cudne śpioszki, a po chwili, sam zainteresowany ponownie dał się wytulić i wyściskać, ku uciesze obu stron. Zaczął podróż po korytarzu witając wszystkich po kolei.
Ja patrzyłam na ściany, tak dobrze mi znane i chociaż może to dziwne, zdałam sobie sprawę, że tęsknię za robotą. To nie tak, że czas spędzony ze Stachem nie daje mi radości i satysfakcji. Wręcz przeciwnie. Na bank, na nic innego, tych chwil bym nie zamieniła. Jednak przepełnił mnie spokój. Wiem, że kiedy przyjdzie czas powrotu do zawodowych obowiązków, jedynym problemem będzie obawa o zostawienie pod czyjąś opieką Stasia, a nie niechęć do pracy. Mam duże szczęście, że w życiu mogę robić to, co naprawdę lubię.
Teraz jestem już nie tylko nauczycielką, ale i mamą. Coś mi się wydaje, że urlop skończy się szybciej niż mi się wydaje, bo czas nie lubi nas rozpieszczać. Jeszcze w życiu zdążę posprawdzać zeszyty. Teraz jest pora na pieluchy. A przyszłość nie maluje się w najczarniejszych barwach, bo przecież, przyniesie znane mury. Zatem spokojnie mogę sobie pomamusiować, a na pracę jeszcze przyjdzie pora. Teraz będziemy jedynie od czasu do czasu, wpadać ze Stachem z wizytą do naszej podstawówki. Tak na wypadek, żeby nikt nie zapomniał jak wyglądamy :).

Jeśli podoba Ci się tekst, dołącz do nas na FB :)  
https://www.facebook.com/Strrachu?ref=hl
Proszę o udostępnianie ulubionych wpisów.
Klikaj na reklamy na głównej stronie bloga, jeśli chcesz dołożyć się do pampersów dla St(r)acha.