Nocne życie Aleksandry…

Człek kiedy jest bardzo nieletni, w nocy zazwyczaj śpi, bo jeszcze nie ma świadomości, że po zmroku można robić inne, znacznie ciekawsze rzeczy. Im jest starszy, tym pomysły na spędzanie chwil przy blasku księżyca stają się bardziej kreatywne i prowadzą do różnego rodzaju uciech.

Ludziom, zazwyczaj zwyczajnie upływają te godziny. Cieszą się życiem, bądź regenerują swój organizm relaksując się przy telewizorze, albo książce.

Troszkę inaczej zdaje się, jest u młodych matek. Owy schemat, przynajmniej w moim przypadku, został galancie zachwiany na korzyść dwóch czynności.

Pierwszą i bezkonkurencyjną jest sen. Po dniu spędzonym z dzieciem, często padam na twarz i jedyne o czym myślę, to bachnięcie się w czeluści kołdry i zgranie oka z poduchą. Są jednak w moim matczynym żywocie chwile takie, które wymagają zmiany planów chrapiących. Powodują je odczucia wizualne dotyczące chałupy, a kolokwialnie pisząc bałagan na kółkach. Nie zawsze udaje mi się systematycznie ogarniać cały domowy cyrk. Przypominam, że mieszkają ze mną dwaj samce, na bieżąco produkujące nieład. Dodatkowo dwa koty, co to sianie spustoszenia mają w genach. Do tego zacnego grona należy doliczyć mnie, a wcale w temacie nie jestem lepsza. Po dwóch dniach bez sprzątania, na naszej powierzchni użytkowej, potrafi się zrobić naprawdę nieciekawie i jedyne co mnie wtedy ratuje to nocne porządki.

53bbc7518b7e3_gdCzęsto biję się z myślami, bo nie chce mi się ruszyć z kanapy, ale po chwili przychodzi zimna kalkulacja. Rano Stach się obudzi i będzie potrzebował maksimum uwagi i jeśli nawet uda mi się przy uciesze dziecka odbębnić kilka domowych obowiązków, to na bank całości nie ogarnę. W dodatku, zamiast bawić się z Gigusiem i pokazywać mu świat, będę „bawić się w sprzątanie”. Zapada decyzja i zaczyna się romans z czystością. Po cichutku, na paluszkach. Nie z powodu syna, bo on śpi jak mamusia – snem sprawiedliwego, ale z racji faktu, że tatuś śpi czujny jak ważka. Nie chcąc budzić mojego M., co to rano gna do roboty, uwijam się najmożliwiej bezszelestnie. Z gry odpadają sprzęty warczące typu odkurzacz, pralka, bądź zmywara. Po nocach, ani rodzinie, ani sąsiadom nie chcę serwować takich atrakcji akustycznych. Jako matka, planowanie mam opanowane w 100%. Po maratonie wieczornym, nad ranem wszystkie sprzęty zapakowane i zaopatrzone w środki myjące, czekają tylko na włączenie przycisku ON. Od wczesnych godzin, potwory chodzą synchronicznie, a mieszkanie dudni czystością – wirująca pralka przekrzykuje zmywarkę. Ja zaś mogę cenny czas spędzać z synkiem.

Trochę tęsknię za czasami, kiedy nie musiałam planować przecierania blatów i reszty czynności ogarniających nasz artystyczny nieład. Kilka lat temu, do głowy by mi nie przyszło, że po zmroku z własnej woli i na własne życzenie będę latać ze ścierą po mieszkaniu. Świat się kończy… Nocne porządki coraz częściej mają miejsce w naszym domu i zaczynają wchodzić mi w krew. W ten sposób kupuję sobie minuty, które za dnia można wykorzystać w fajny sposób.

Natomiast, po takiej dawce emocji z detergentem w dłoni, mój organizm zazwyczaj się na mnie obraża i nie chce współpracować. Powieki ciążą bardziej niż zwykle, a zmęczenie osiąga apogeum. Kiedy już mogę spotkać się z ukochaną pościelą, nie przeszkadza mi nic…Nie interesuje mnie chrapanie moich chłopaków, wyścigi kotów po pokoju, czy gonitwa myśli w głowie. Zasypiam momentalnie. I oczywiście (w moim odczuciu) po 3 sekundach, potomek czuje wilczy głód i budzi swój dystrybutor, celem nocnego karmienia. Co dziwne, żadne instynkty mordercze się nie pojawiają, a jedynie mantra w głowie „synu, kończ proszę jedzenie, mama MUSI jeszcze pospać”. Przed urodzeniem Stasia, wybudzenie mnie w nocy mogło się wiązać z ciężkim uszkodzeniem ciała. Spać uwielbiam, a zakłócanie tej czynności jedynie mojemu dziecku uchodzi na sucho.

Podsumowując, matka potrafi być cyborgiem zaginającym dobę, tak, aby codzienne czynności porządkowe, wykonywać w najbardziej durnych porach. Co tam przyzwyczajenia! Bądźmy kreatywne…, nawet jeśli to oznacza prasowanie o północy. Przecież matka to istota nie do końca przewidywalna. A to oznacza, że najgorszą rutynę potrafimy przełamać, nawet jeśli oznacza to absurdalne nocne porządki.

Jeśli podoba Ci się tekst, dołącz do nas na FB :)

https://www.facebook.com/Strrachu?ref=hl

Proszę o udostępnianie ulubionych wpisów.
Klikaj na reklamy na głównej stronie bloga, jeśli chcesz dołożyć się do pampersów dla St(r)acha.