Matka zaginająca czasoprzestrzeń = prędkość światła

Cyrk na kółkach. Tak w jednym zdaniu mogę określić swoje codzienne poczynania, co do tej pory nosiły miano zwyczajnych, codziennych czynności. Stach w moje życie nie wprowadził pośpiechu, a prędkość światła. Sama zastanawiam się jak możliwe jest wykonywanie niektórych rzeczy, w tak krótkim czasie. Ale wierna matczynej maksymie pt. „Można? Można!!!”, pragnę tylko pogratulować sobie i innym rodzicielkom, umiejętności zaginania czasoprzestrzeni. Właściwie każda matka powinna z miejsca dostać Nobla w dziedzinie fizyki kwantowej. I to za czynne rozpowszechnianie pędu elektronów, opartego na widmie promieniowania, jakie wniósł w dotychczasowe życie potomek ;). I nie będę dziś pisać o robieniu kilku rzeczy naraz, bo ta umiejętność wydaje się znikoma, przy niebywałym przyspieszeniu, jakie ogarnia matczyny organizm w przypadkach mniej lub bardziej kryzysowych.
I tak na pierwszy rzut idzie hasło „Na bank nie zdążę…” W moim przypadku nierozłącznie związane ze snem Stasia, czyli czasem dla matki przeznaczonym na wszystko z wyjątkiem drzemki. Jak wiadomo mama w bardzo kreatywny sposób wykorzystuje te chwile „dla siebie”. Gotuje, sprząta, a nawet pierze i zmywa! Tak Kochani, a co sobie będzie żałować! Ilość obowiązków zazwyczaj przewyższa klasyczne ramy czasowe, jakie daje nam Morfeusz tulący nasze dzieci, zatem tu zaczyna się Meksyk. Okazuje się, że płukanie mopa przy myciu podłogi, jest jak sztafeta, gdzie kij od wyżej wspomnianego przyspieszając akcję pełni funkcję podpórki a’la nordic walking. Cóż, że możesz wybić zęby na zakręcie biegnąc do łazienki…, w końcu każda ocalona nanosekunda przybliża Cię do kolejnego, jakże wciągającego zajęcia! Słowa: „Robota nie zając nie ucieknie”,  można sobie włożyć w wiadome miejsce. Jeśli nie wyrobisz się z planem, wyżej wymieniony zajączek podkręci istniejący bałagan i jeszcze załatwi się na środku. Tak, aby wszyscy, którzy przekroczą próg domu wiedzieli, że dzisiaj młoda matka nie miała czasu na sprzątanie. Zatem walka z zegarkiem jest nieunikniona, a zajączek, czy też króliczek z Krainy Czarów biega za swoją Alicją, bezlitośnie wskazując na zegarek. Terror ten jest na tyle skuteczny, że okazuje się, iż sprawy domowe, które do tej pory wykonywałaś w godzinę, z tym samym efektem jesteś w stanie opękać w pół. Do tego oczywiście w promocji dostajesz zadyszkę.

Kobieta też człowiek, odsapnąć lubi, ale o dłuższej wizycie w toalecie, czy kąpieli z lekturą można zazwyczaj pomarzyć. Jedynie człek może wspominać stare, dobre czasy beztroski. Ja łapię się na tym, że zamiast relaksować się w czeluściach piany, planuję co by tu ogarnąć po wypełznięciu na suchy ląd.
Najfajniejsze jest to, że wraz ze skróceniem czasu wykonania, jakość usług serwowanych domownikom nie słabnie. Wręcz przeciwnie. Zdarzają się dni, kiedy zmęczone rutyną szukamy nowych rozwiązań, albo odskoczni. Po ostatnim takim moim stanie, w naszym domu pojawiły się pierogi….
Gonisz, lecisz, padasz na twarz i zamiast nauczona doświadczeniem przystopować, marudzisz pod nosem, ale robisz swoje. I jeszcze słyszysz od Chłopa: „Zostaw to, nie rób dzisiaj”. Jednak wiesz, że za futryną czai się to małe, wredne, kicające zwierzątko i jutro będziesz miała do ogarnięcia podwojone skutki jego artystycznej działalności. Wtedy często, gęsto na widok padniętej ukochanej i twardy facet złapie za odkurzacz, aby pogonić sierściucha z domu. Chociaż szybkość jego działań przy matczynych wynikach, wydaje się być połączeniem flegmatyzmu z żółwimi wyścigami. Jednak nie ma co narzekać. Trzeba doceniać, pochwalić i liczyć, że nie jest to jednorazowe tournée Tatusia, a stałe wsparcie.
Jest jednak coś, co czyni, że przyspieszenie mamy przechodzi na ciemną stronę mocy. Owy stan aktywowany jest przez płacz dziecka. Na dźwięk wyżej wspomniany, odpalają się wszystkie silniki między galaktyczne, w jakie wyposażyła natura kobietę. Wszyscy rycerze Jedi, Vader i Yoda razem wzięci, chowają się w przedbiegach. Szybkość z jaką jesteś w stanie np. wyjść z wanny, wytrzeć się, odziać w piżamę i ominąć wszystkie asteroidy w drodze do swojego dziecka, przekracza wszelkie znane ludzkości granice. To już jest teleportacja, albo już po prostu matczyne czary.

A na sam koniec dnia, po tych wszystkich zmaganiach z czasoprzestrzenią, każda Alicja może sobie przycupnąć w posprzątanej „norce” dumna z siebie (i styrana jak koń po westernie). Ja wtedy uwielbiam popatrzeć na śpiący w łóżeczku sens codziennych zmagań. I już tym razem, wtórując dziecku, pod osłoną nocy zgrać oko z poduchą. I jakoś tak zawsze się modlę cichutko w duchu, aby chociaż w tym jednym temacie, czas był dla mnie łaskawszy i mój mały Staś nie dorósł zbyt szybko. Bo tych wskazówek, które dyrygują czasem, niestety nie da się już cofnąć. A przecież gdyby było to możliwe, niektóre chwile z dzieckiem mogłyby się ciągnąć w nieskończoność…

Jeśli podoba Ci się tekst,lajkuj i  dołącz do nas na FB :)  
https://www.facebook.com/Strrachu?ref=hl
Proszę o udostępnianie ulubionych wpisów. 
Klikaj na reklamy na głównej stronie bloga, jeśli chcesz dołożyć się do pampersów dla St(r)acha