Przysłowiowy zegarek w wiadomej części ciała.

Z dzieckiem nigdy nie jest nudno. W przypadku mojego syna wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie i rutyna często ustępuje zmianom, które po chwili zataczają kręgi jak poprzednie działania. Wszystko idzie do przodu i kiedy już następuje ten upragniony moment stagnacji, nawyki Gigusia potrafią zmienić się o 180 stopni w przeciągu jednej doby. Zazwyczaj mieszają na dni kilka, aby w rezultacie powrócić do punktu wyjścia.
Tak jest np. z drzemkami. Sen dziecka, czyli zbawienny czas dla mamusi, który w mniej lub bardziej kreatywny sposób potrafi wykorzystać na milion sposobów. Każda rodzicielka zna swoje dziecko i wie, że kiedy zbliża się godzina zero, a jej Dzieć prawdopodobnie padnie pod natłokiem zabawy i poznawania świata udając się na drzemkę. Gorzej jest, jeśli zegar wskazuje moment, w którym powinien już dawno tulić się do poduszki, a on bawi się w najlepsze nie wykazując oznak zmęczenia. Cały plan dnia wali w łeb, a punktualność obiadu staje pod znakiem zapytania. Zdarzają się oczywiście dni niespodzianki, kiedy potomek w swej łaskawości nie dość, że wstanie godzinę później niż zazwyczaj, to jeszcze utnie sobie nadprogramową sjestę. Objawia się to domowym krajobrazem odzianym w zapach czystości, gdzie przysłowiowo można jeść z podłogi. A czasem pozostaje chwilka na „będę robić nic”, albo „coś” (tak jak moje pisanie).
Niemal każdy rodzic wie, że pewne zachowania dziecka mają ścisły związek z godzinami w jakich mają miejsce i od ich realizacji zależy dalszy ciąg dnia. Najbardziej spektakularnym przykładem jest sen po godzinie 17:00. Sprawa jest prosta, jeśli potomek wyśpi się na zapas, to wieczór masz z głowy. Regeneracja sił w godzinach późno popołudniowych, zazwyczaj przebiera nad wyraz pomyślnie i wiąże się z aktywacją trybu turbo u dziecka. Trwa on zazwyczaj do maksymalnego wyczerpania baterii. A ta, zwłaszcza po zmroku potrafi baaardzo długo trzymać.
To czego każdy rodzic stara się pilnować to posiłki. Faktycznie, karmienie malucha (szczególnie w pierwszym okresie życia) nie obędzie się bez zegarka. Jak płacze to zazwyczaj jest to wina jednego z żelaznej trójki: mokro, choroba, albo jeść. Jak dziecko głodne to złe, a jak w grę wchodzi mały facet ;) to podwójnie. I mimo że mój syn na ten moment nie zdradza takiej miłości do jedzenia jaką pałają doń rodzice, to chciał nie chciał, ma ustalone ramowo spotkania z kaloriami. Jak mawiały nasze babcie „Z głodu się jeszcze się nikt nie..z…”, ale po co kusić licho? Lepiej zapobiegać, mieć czyste sumienie, a co najważniejsze świadomość że dobrze dbasz o swój Skarb. W końcu dzięki temu zdrowo rośnie i się rozwija. Rutyna jest dobra. Dzięki niej dziecko będzie wiedziało, czego się spodziewać. Wprowadzane jest w harmonogram dnia, który pokaże, że obiadu nie jada się nad ranem.
Bliżej tematowi zegarka zaczęłam przyglądać się ostatnio…i to po nocach! Rutyna po zmroku, oparta na spaniu sporadycznie przerwanym karmieniami, ustąpiła miejsca znęcaniu się nad mamusią. Mój syn ustawił sobie funkcję budzenia równo co godzinę. Tak funkcjonujemy od 3 nocy. Przyczyn może być wiele i jak zwykle na czoło wysuwa się ząbkowanie. Nie zmienia to jednak faktu, że Skubaniec otwiera oczy jakby znał się na zegarku. Różnica między pełnymi godzinami nie wyniosła dotąd więcej niż 4 minuty. I tak w godzinach 00:20-06.20 w moich ramionach pojawia się cały świat, który bezczelnie zerka na zaspana matkę. Idzie się pociąć tępym narzędziem. Dziecko widocznie tego potrzebuje, nic człek nie zrobi. Utuli, nakarmi, pośpiewa i odłoży do łóżeczka z nadzieją, że może teraz nocny budzik da troszkę pospać. Sytuacja jest dramatem dla osób takich jak ja, które spać uwielbiają i ze wszystkich ludzkich czynności i nawyków właśnie spanie stawiają na topie listy. Obrazić się też nie można, bo poranny dwuzębny uśmiech rekompensuje wszystkie negatywne myśli. Tylko organizm zaczyna w ciągu dnia lekko się buntować, bo takie huśtawki mu nie służą. Nie ma wyjścia, trzeba przeczekać z nadzieją, że wszystko niebawem wróci do normy.
Szczęśliwi ponoć czasu nie liczą. Błąd ;) . Matki są bardzo szczęśliwymi istotami i żyją według zegarka. Zliczają minuty do posiłków, zabaw, dobranocek i innych dzieciowych przywilejo-zajęć. Nauczona doświadczeniem wiem, że potomek sam ustawia sobie biologiczny zegarek i czasami na nic moje starania. Kiedy poświęcasz dziecku czas, wiesz, że go nie odzyskasz. Jednak wspaniała jest świadomość, że każda minuta jest inwestycją w jutro dla osoby, którą kochasz nad życie. I nie ważne ile razy wywróci twoje plany na lewą stronę. Nie poddasz się i uparcie będziesz dążyć na przekór zegarkowi, chociaż już do końca zerkając w stronę wskazówek. Przecież może się zbliżać pora ukochanej kąpieli, której nie można przegapić.

Jeśli podoba Ci się tekst,lajkuj i  dołącz do nas na FB :)  
https://www.facebook.com/Strrachu?ref=hl
Proszę o udostępnianie ulubionych wpisów. 
Klikaj na reklamy na głównej stronie bloga, jeśli chcesz dołożyć się do pampersów dla St(r)acha