Jedna rzecz gorsza od kobiety z miesiączką, to facet z gorączką…

Dzisiaj delikatnie poznęcam się nad męskim rodem ;) . Szczególnie, że nastał sezon na „nie wstaję z łóżka, bo za zimno”, a pogoda przestała nas rozpieszczać. Powszechnie wiadomo, że istnieje tylko jedna rzecz gorsza od kobiety z miesiączką- facet z gorączką. Legendy krążące na ten temat zawierają ziarno prawdy. Przecież mężczyzna nie choruje, on od razu umiera. To istota nad wyraz wrażliwa. Kiedy tylko dopada Ją przeziębienie, objawy są zbliżone co najmniej do malarii. Gdy pojawia się stan podgorączkowy, Samiec widzi już tylko swój kres egzystencji i gotów jest sporządzać testament. Każda minuta jest walką o życie. Kiedyś spotkałam się z hasłem, że prawdziwy mężczyzna zwraca się do lekarza dopiero wtedy, kiedy kawałek włóczni wystaje mu z ciała. I coś w tym jest. Bo zmuś ukochanego, aby dbał o zdrowie, brał witaminki, ubierał się ciepło i nie zapominał o czapce. Mission impossible! Za to kiedy zacznie już umierać np. na katar, często kończy się to antybiotykiem, a już z pewnością ciepłą kołdrą i narzekaniem. I wtedy się zaczyna…
Dorosły mężczyzna o statusie „chory” samodzielnie jest w stanie tylko korzystać z toalety (ponoć choroba nie przeszkadza też w paleniu papierosów – nie wiem, nie doświadczyłam, słyszałam i powtarzam plotki ;) ). Cała reszta jakichkolwiek aktywności jest odgórnie, surowo zabroniona, bo może wywołać nagły zgon pacjenta. Łóżko i jego przestrzeń przyległa, wizualnie świadczą o tym, że prowadzona jest wojna, a wojsko nie przebiera w środkach. Ty zaś Kobieto przyodziewasz fartuch sanitariuszki i bez narzekania pomagasz pod naporem świszczącego nad głową kataru i miotanych chusteczek higienicznych na polu bitwy. Jeśli jesteś matką zrozumiesz moje porównanie, że dorosły chłop zachowuje się wtedy nie mniej upierdliwie niż ząbkujące dziecko. Przy czym ta druga istota faktycznie bez naszej pomocy ma przerąbane.
Nas też dopadło…To znaczy wirus dopadł tatusia, by niecnie doprowadzić do zaburzenia systemu funkcjonowania w rodzinie. Gil, kaszel i gorączka przekroczyły próg naszego domu, abyśmy przypadkiem nie zapomnieli, że jest zima. Rykoszetem dostało się Stachowi. Od ojca podłapał katar, ale na tym upiedliwcu szybko się skończyło. Dzięki fachowej opiece i stosowaniu się do zaleceń lekarskich udało nam się uniknąć pogrzebu Tatusia, a sam zainteresowany ma się już doskonale. Mało tego, nabrał mocy kilku super bohaterów i nadrobił zaległości domowe typu „proszę dokręć śrubkę”, czy „błagam powieś w końcu ten obrazek”. Po chorobie zostały tylko: brzydkie wspomnienie, zmęczenie mamusi i nowo nabyte wnioski. Bo jak to jest, że kobieta choruje z zasady inaczej? I nawet jeśli chciałaby w spokoju pokichać w pościel, to graniczy to z cudem. Istnieje taki tekst, co to na moje oko dowcipem nie jest, bo zbyt realnie to wszystko wygląda,a trafia w sedno tematu:

„Dlaczego leżysz?
Źle się czujesz? A całkiem dobrze wyglądasz…
Strasznie jestem głodny. Leż, leż, sam wszystko zrobię.
Gdzie mamy makaron? W której puszcze? W tej jest maka. W tej – cukier…
Co to za różnica.
Co się rozsypało??? Kaszka jakaś.
Po co tu przyszłaś? Sam sprzątnę. Leż i się nie denerwuj.
Gdzie mamy otwieracz?
Znowu wstałaś? Przecież jesteś chora, idź stąd, sam wszystko zrobię!
Gdzie mamy jodynę? Palec mi tylko zabandażuj i wracaj do łóżka! Uważaj!
Boli! Kręci mi się w głowie…, pójdę się położyć.
Przyniesiesz mi przeciwbólowe?
Nie, nie chcę jajecznicy, wole naleśniki.
Zamknij proszę drzwi do kuchni, przez ten hałas palec zaraz mi odpadnie…”

I nawet jeśli jest naprawdę źle i marzysz tylko o tym, aby ktoś Cię dobił, to w głowie krąży cytat z reklamy :”Mamy nie biorą zwolnienia”. Faszerujesz się lekami i rozpoczynasz etap wypocania. Tu możliwości są nieograniczone, zacząwszy od ganiania za dzieckiem po mieszkaniu, poceniu się nad oparami obiadu, czy fruwaniu na mopie. Jeszcze zza pleców słyszysz „chyba lepiej się czujesz Kochanie” … Masz ochotę zrobić Autorowi słów krzywdę, pierwszym tępym narzędziem, które wpadnie Ci w ręce. W gorączce, malignie, z drożnym nosem, czy nie, matka ma zawsze aktywny tryb cyborga. Tatuś Szczęściarz za to, opcjonalnie może włączyć tryb off.
Ponoć istnieją wyjątki od reguły. Wróbelki ćwierkają, że istnieją mężczyźni, którzy potrafią sami funkcjonować jako samodzielna jednostka podczas choroby partnerki. Nie potrzebują autopilota i doskonale sobie radzą z ogarnięciem rzeczywistości. Dodatkowo w przypadku zarażenia nie dają się pokonać zarazkom, a ich życie nie sprawia wrażenia zagrożonego. Chwiała im za to. Chłopaki tak trzymać! Dawajcie przykład reszcie męskiego rodu, jak Samiec powinien rozprawić się z chorobą. Tym niecodziennym apelem kończę, życząc zdrowia małym i dużym. Tym w spodniach i w spódnicach. Niech na wirusowym froncie zapanuje spokój, a gorąca herbata z cytryną będzie dla Was nie lekarstwem, a przyjemnością.

Jeśli podoba Ci się tekst,lajkuj i dołącz do nas na FB :)

https://www.facebook.com/Strrachu?ref=hl

Proszę o udostępnianie ulubionych wpisów.
Klikaj na reklamy na głównej stronie bloga, jeśli chcesz dołożyć się do pampersów dla St(r)acha