Konkurencja Świętego Mikołaja, czyli wynik dziecięcego śledztwa…

I ja się pytam, kto w końcu przynosi prezenty?!? Kiedy byłam mała, jak każdy z niecierpliwością wypatrywałam Świętego Mikołaja, glapiąc się maślanym okiem w niebo. Coś to dało, bo Ten zawsze się zjawiał, a i udało mu się trafić w temat niejednokrotnie. Każdy z nas ma jakieś prezenty gwiazdkowe z dzieciństwa, które wspomina z rozrzewnieniem. Nie będę oryginalna, gdy pochwalę się, że moim hitem była sikająca na nocnik lalka i czerwone plastikowe łóżeczko piętrowe dla Barbie. Tak to już jest, że przez cały rok po cichutku mówimy w duchu życzenia, a ktoś tam słucha, aby pod koniec roku spełnić je przy choince. No właśnie…tylko kto? Bo im byłam starsza tym sprawa się bardziej komplikowała…We wczesnej podstawówce pamiętam jak dziś, gdy wzięłam się z bykiem za rogi i zaczęłam szukać w bibliotece (internet był wówczas technologią kosmiczną o której się nikomu nawet nie śniło).
Najpierw dotarły do mnie wieści, że istnieje Dzidek Mróz, co to gania z worem prezentów po Rosji. Odziany w kożuch nie podróżuje jak Mikołaj po niebie, ale klasycznie saniami z zaprzęgiem konnym. Po przyswojeniu większej ilości informacji stwierdziłam, że rosyjskie dzieci mają zdecydowanie gorzej niż nasze. Okazało się, że wyżej wspomniany pan odwiedza ich dopiero w Nowy Rok, podczas gdy my w najlepsze już od tygodnia bawimy się zabawkami spod choinki. Uznałam, że nasza wersja dostawcy upominków jest zdecydowanie skuteczniejsza… Później jeszcze udało mi się gdzieś doczytać, że Śnieżynka to wnuczka Dziadka Mroza i trochę wszystko mi się pokiełbasiło. W końcu tę panią, kojarzyłam raczej z naszym Mikołajem. W głowie pojawił się „bagałan” jak to zwykł mawiać siostrzeniec mojego M., a pytań wcale nie ubywało…
Nie przestawałam szukać. I tak udało mi się ustalić, że w Belgii Mikołaj zjawia się dwa razy. Pierwszy raz 4 grudnia w celu weryfikacji grzeczności (zagląda chyba przez okno), by później 6- go zostawić w butach upominek. Od razu wykombinowałam sobie, że to rewelacja, bo wystarczy tylko raz w roku, przez jeden dzień być grzeczną i myk, prezent gwarantowany i to na 2 tygodnie przed terminem ;). Nic tylko przeprowadzić się do Belgii!
Idąc dalej topem ukochanego przez dzieci staruszka w czerwonym wdzianku, dowiedziałam się, że istnieją w Polsce regiony, gdzie nazywają go Gwiazdorem (nie mylić z celebrytą ;)). Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że w Małopolsce, to Aniołek odpowiada za prezenty, a na Śląsku Dzieciątko Jezus. To ostatnie od razu wydało mi się podejrzane, bo jak takie małe dziecko wpakuje pod choinkę np. rowerek?
Dzięki Bogu w całym tym szaleństwie np. Dania wydawała się całkiem normalna, bo nie dość, że był klasyczny Mikołaj z reniferami, to jeszcze elfy.
Pamiętam szok po przeczytaniu informacji dotyczącej Włoch. Tam prezenty roznosi ponoć jakaś złośliwa wróżka, której imię z biegiem lat wypadło mi z głowy. Nie dość, że wygląda jak czarownica i ma kieckę wiedźmy, to jeszcze lata na miotle. Wrzuca prezenty do skarpet. Niegrzeczni z tego co pamiętam mogą dostać cebulę, albo czosnek. A już najlepsze było to, że, aby jej się przypodobać trzeba było zostawić na stoliku cytrusy i kieliszek wina. Po całej nocy roznoszenia prezentów musi być nieźle nabzdryngolona ;)
Coś tam mi jeszcze świta, że we Francji prezenty roznosi kobieta. Taki odpowiednik naszego Mikołaja.
Tyle pamiętam z moich dziecięcych poszukiwań, co to postawiły do góry nogami moje wyobrażenie o Świętach. Od tamtej pory nic nie było takie samo. Z jednej strony trochę bardziej wydawało mi się prawdopodobne, że Mikołaj faktycznie zdoła obskoczyć wszystkie dzieci w naszym kraju podczas jednej nocki. W końcu znaczą część świata w tym samym czasie opęka ktoś inny.
Z biegiem lat wszystko stało się jasne. Wiele się nie zmieniło. Nadal w wigilię naiwnie wypatruję grubego pana z workiem prezentów, pomykającego po niebie saniami z zaprzęgiem reniferów. I on co roku nadal przychodzi :) . Nie obraziłabym się, gdyby jakaś wróżka też dorzuciła podarek, pod warunkiem, że nie dorwie się w zamian do domowego barku.
Teraz z perspektywy mamy, będę się przyglądać tej magii jaką rozsiewa uroczy staruszek – Święty Mikołaj. Jestem pewna, że zrobi wszystko, aby spełniać najskrytsze marzenia mojego dziecka. Nie mogę się doczekać tego blasku w oku Stasia, który towarzyszy maluchom podczas wigilii. A jeśli kiedyś syn zechce podjąć świąteczne śledztwo, to mama z pewnością na początek podsunie mu kilka tropów…

Jeśli podoba Ci się tekst,lajkuj i  dołącz do nas na FB :)  
https://www.facebook.com/Strrachu?ref=hl
Proszę o udostępnianie ulubionych wpisów. 
Klikaj na reklamy na głównej stronie bloga, jeśli chcesz dołożyć się do pampersów dla St(r)acha