Jest za cicho? Stasiek ududsił kota!

Każdy nowy miesiąc w życiu dziecka niesie ze sobą nowe umiejętności, ale i kolejne prawa. I tak rodzice skaczą pod niebo zadowoleni ciesząc się z byle powodu… Bo taki byle powód to krok milowy w wychowaniu pociechy! A jak! Kiedy Staś zaczął klaskać byłam wniebowzięta. Po tym jak do “pa pa” dorzucił buziaczki czułam się dumna jak paw. Euforię aktualnie dopełnia hasło “gdzie jest oczko?”, na które nasz Dzieć wtyka palec w oko wszystkiego co nie żyje, ale nie oszczędza też oddychających…
Z dnia na dzień kręgosłup chce uciec do wiadomej części ciała, bo człek schylony gania za nieletnim pełniąc rolę obijacza. Jak wiadomo z różnym skutkiem. I tak zdarzy się guz u dziecka, a u matki wyrzuty sumienia. I chociaż maluchy częściej przebywają z mamami i to z nami statystycznie mają większą szansę szurnąć dowolną częścią ciała o mebel, to bęc może przydarzyć się i pod opieką tatusia. Wtedy chroń królowo biednego mężczyznę, który musi wysłuchać naszej gadki o nieodpowiedzialności i z pokorą przyjąć wszystkie baty jakie spadną na jego głowę. Rozsądek podpowiada : “Kobieto, zamilknij! Zdarza się. Dziś rano twój syn też postanowił walnąć się klockiem w czoło i przeżył ”…”Za to serce w szale matczynego uniesienia, beszta biednego chłopa mieszając z aktualną zimową aurą błota… Sorry, wychodzi na to, że my matki, mamy taki klimat. To nie jest specjalnie. Mam wrażenie, ze konstruktor już tak nas wymyślił, a jeśli jeszcze sytuację nałożyć na hormony i zespół wiadomego napięcia, to huragan gotowy. I nawet jeśli z nami podejmiesz dyskusję, to wiadomo, że jesteśmy nieco genetycznie szalone, a w obronie potomstwa drapiemy nie tylko okolice oczu…Tak czy siak, opieka nad malcem niejednokrotnie wymaga nie tylko cierpliwości i podzielnej uwagi, ale i stalowych nerwów . Ich zszargane matczyne resztki wymagają relkasu.  Tu okazuje się, że matka to istota, która niesamowicie cieszy się, kiedy dziecko idzie spać! To nic, że po godzinie zaczyna już za nim tęsknić. Wewnętrzna, niewytłumaczalna siła ciągnie ją do pokoju malucha, żeby sprawdzić czy nadal tam jest. Przecież mógł wyjść na dyskotekę, albo mogli porwać go kosmici – norma! A tak przy okazji, oficjalnie można przykryć dziecię kołderką na wypadek rozkopania.
Nieco inne instynkty włączają się wtedy, kiedy dziecko w trybie ON zaczyna funkcjonować samo, bez obecności rodziców. Oczywiście na początku ograniczasz jak możesz tę przestrzeń i okładasz poduszkami, ochraniaczami, kołderkami, pluszakami i innym „nie wiadomo co” Ci przyjdzie do głowy. Później, bardzo powoli, rozsądek zaczyna brać górę i miękkie rzeczy podlegają redukcji, by ostatecznie wyznaczyć twarde, ale bezpieczne granice.
U nas takim azylem jest łóżeczko, a że jest spore, to pełni rolę doskonałego placu zabaw, gdzie dorośli nie mają zbyt wiele do powiedzenia. I tak, kiedy Stasia instaluje się w jego królestwie w towarzystwie zabawek, jest pewność, że wszyscy domownicy przez chwilę będą szczęśliwi. Rodzice, bo odpoczną, a Dzieć, bo hulaj dusza, piekła nie ma. Tu można wymieniać zachowania począwszy od rzucania, przez gryzienie po wyrzucanie z łóżeczka wszelakich przedmiotów. Nie zapominając o tańcach do durnych zabawkowych melodyjek i pluciu na wszystko. Jest moc!
I wszystko przebiega po naszej myśli dopóki wrażenia akustyczne idą w parze z dobrą zabawą. Gorzej jest, gdy sprawa ma się nieco inaczej. Należy bowiem zaznaczyć, że matce w takich przypadkach w samoczynny sposób wyostrza się słuch do granic niemożliwości. I choćby na co dzień była nie wiem jak głucha na otaczający ją świat, prośby domowników, czy po porostu udawała, to w przypadku dziecka samego w pokoju, jej słuch włącza tryb nietoperza i nie ma na nią mocnych. Wówczas dwie sytuacje sieja nieco popłochu…
Po pierwsze, “najpierwsiejsze” i na samym początku – kaszel. Czyli w głowie rodzicielki dziecko się zakrztusiło i już umiera. Prędkość z jaką zjawiasz się w pokoju mogłoby pozazdrościć Ci światło. I dobrze, bo tu nie ma żartów. Zazwyczaj okazuje się, że powodem dramatycznej sytuacji okazuje się ślina, co to jej zbyt wiele na zabawce na jeden raz dziecko wyciućkało. Maluch sam radzi sobie z problemem, a u mamy pojawia się wielkie ufffff. I jeśli tylko małe rączki nie powędrują w Twoim kierunku, masz szansę jak partyzant wycofać się z pola walki, by jak tchórz uciec do oazy spokoju…Wiecie…takie tam: sprzątanie, gotowanie, zmywanie, w każdym razie same fascynujące sprawy!
Drugim przypadkiem włączającym alarm jest cisza. Nie od dziś wiadomo, że jeśli w pokoju dziecięcym jest za cicho, nie wróży to nic dobrego. Sami z dzieciństwa pamiętamy naszą kombinatorykę stosowaną i doskonale wiemy, że brak dźwięków nie jest dobrym sygnałem. U Stasia zazwyczaj oznacza to, że dorwał się do parapetu, albo kroi się coś grubszego… Nie szukając za daleko, ze 3 dni temu nasz synek miał fazę na koty. Lucjan, nasz młodszy sierściuch wie, że Stanisław jest oznaką bólu i tortur. Starszy kot Haszysz najwyraźniej jest masochistą, bo sam podchodzi do naszego Dziecia, narażając się za szarpanie, wyrywanie sierści i wtykanie palców o oczy. W dodatku przy udziale głośnego śmiechu oprawcy. Kot jest tak spragniony obecności Gigusia, że niejednokrotnie złamał odwieczny zakaz przekroczenia progu jego pokoju. I gdyby nie ostatnia matczyna interwencja, spółka kot-dziecko mogłaby ponieść starty liczebne ;) . Otóż brak dźwięków zza ściany włączył moją teleportację po linii matka-pokój, by ujrzeć jak Stach zza krat łóżka dusi kota… Przynajmniej tak to wyglądało. Nie wiem, czy chciał, go przytulić, pocałować, szarpać, czy postanowił co innego, w każdym bądź razie maltretował zwierza. Ten wiedząc, ze nie wolno mu drapać Stasia, tkwił niewzruszony, zaklęty w morderczym uścisku z przerażona miną. Ta nabrała jeszcze większej mocy, kiedy stanęłam w progu pokoju, do którego nie wolno mu wchodzić (swoja drogą chyba dlatego nie miauczał jak zwykle po pomoc). Wyraz twarzy dziecka nie krył euforii, zadowolenia i entuzjazmu. Oczywiście do momentu przyuważenia mamusi. W końcu mój Nieletni doskonale wie co znaczą słowa rodzicielki dotyczące kota: “delikatnie synku, to go boli”. Chyba wykombinował sobie, że boli tylko kiedy mama jest obok. Tak czy siak kot został wypuszczony z okrutnych rączek i wycofał się pędem do drugiego pokoju, oczywistym celem ukrycia w koszyku. Staś dumny z siebie wyciągnął rączki pełnie sierści drąc się “mamamamamamama”. Za cenę dokończenia obierania ziemniaków, uratowałam kotu życie!
Niestety rudy nie wyciągnął wniosków z zaistniałej sytuacji. Nadal notorycznie naraża się na utratę oddechu. Staś zaś nadal poluje na niego w ciszy, sprawdzając refleks mamusi… Strzeżcie się braku dźwięków, czasami cisza z pokoju dziecka jest dla rodzica bardziej wymowna niż heavy metal z głośników  ;) Miłego dnia Mamuśki i Tatusiowie :)

Jeśli podoba Ci się tekst,lajkuj i dołącz do nas na FB :)

https://www.facebook.com/Strrachu?ref=hl

Proszę o udostępnianie ulubionych wpisów.
Klikaj na reklamy na głównej stronie bloga, jeśli chcesz dołożyć się do pampersów dla St(r)acha